Robaki, które leczą


larwaCo bardziej wrażliwych ta terapia przyprawia o mdłości, ale jest skuteczna. Leczy trudno gojące się rany. Trzeba tylko pozwolić, by zajęły się nimi robaki, a dokładniej larwy muchy plujki.

Lecznicze działanie larw muchy plujki Lucilla znali już Majowie i australijscy Aborygeni. Było znane także w starożytnym Rzymie. W filmie Gladiator ranny w ramię Russel Crow – grający głównego bohatera Maksimusa – został poddany takiej właśnie terapii. Rannym Maksimusem, wziętym do niewoli przez arabskich kupców, zajął się czarnoskóry towarzysz niedoli. Na filmie widać, jak wsypuje mu do rany garść białych ziarenek.. To były właśnie larwy muchy plujki. Kilka kadrów później widzimy Maksimusa walczącego na arenie. Po  głębokiej ranie na ramieniu nie ma śladu.

Lecznicze działanie larw wykorzystywał chirurg armii napoleońskiej baron D.J.Larrey. Stosowali je także chirurdzy w szpitalach polowych podczas wojny secesyjnej w Ameryce i w czasie I wojny światowej.

Chociaż zaniechano jej w latach 30. dwudziestego wieku, a do leczenia ran zaczęto stosować antybiotyki i penicylinę, sa świadectwa, że w ten sposób byli leczeni żołnierze brytyjscy, kanadyjscy i amerykańscy walczący podczas II wojny światowej w Singapurze, na Borneo, Sumatrze. Oto wspomnienie Johna Wyatta z Londynu.

„Podczas mojego pobytu w obozie na Borneo, pracowałem w doku i dostałem kopniaka od Japońskiego strażnika, który uznał, że pracuję nie dość ciężko. Kopnął mnie w goleń. Po tygodniu w tym miejscu zrobiła się rana. Wyglądała źle. Przez cały czas nasz lekarz col.. King  przemywał ranę gorącą wodą i starał się ją wysuszyć. Po jakimś czasie, może miesiącu, doktor i ja byliśmy zdesperowani, bo rana zrobiła się wrzodem z mnóstwem larw. Poszedłem do toalety i niezwłocznie przemyłem ją. Wyglądała na bardzo czerwoną i bardzo zdrową. Wrzód wielkości 50-pensówki po kilku dniach zniknął ”.

W wielkiej desperacji był też docent Marek Orkiszewski ze szpitala dziecięcego w Toruniu, kiedy przywieziono tam chłopca rannego  w wypadku drogowym. Trzeba było amputować mu zmiażdżoną nogę wraz z kawałkiem biodra. Rana była ogromna i  zainfekowana. Gdyby lekarz zastosował metodę wycinania martwych tkanek, chłopiec nie przeżyłby operacji. Ale dr Orkiszewski zastosował larwoterapię. Larwy sprowadzono z Londynu. Rana się zagoiła.  Chłopiec przeszedł do historii medycyny – była to największa rana leczona przy pomocy larw much.

To leczenie trudno gojących się ran przy wykorzystaniu larw much plujek Lucilla, które wyjadają martwą tkankę i dezynfekują ranę. Do tego celu używa się larw specjalnie hodowanych w laboratoriach, bo tylko takie są sterylne.

Larwy mają kilka milimetrów wielkości, są nie większe od ziarenka ryżu. W zależności od głębokości rany, mogą być umieszczanie bezpośrednio w niej, lub przykładane w specjalnym opatrunku, który wygląda jak torebka herbaty ekspresowej. Ta druga metoda jest bardziej przyjemna dla pacjentów. Opatrunek przykładany jest do rany i szczelnie przyklejany wokół. W takich warunkach larwy „pracują nad raną”.

Larwy wydzielają enzymy trawienne, które rozpuszczają zainfekowaną, martwą tkankę, a następnie wsysają ją. Na dodatek wraz ze śliną larwy wydzielają substancje łagodzącą – alatoinę. Chorzy leczeni w ten  sposób nie odczuwają bólu, bądź czują go w minimalnym stopniu. W odchodach larw  są związki amoniaku, naturalnego środka dezynfekującego. Przypuszcza się, że proces gojenia przyspiesza także ruch larw, który pacjenci opisują  jak tykanie mechanicznego zegarka.

Pacjenci najczęściej obawiają się, że larwy mogą przekształcić się w muchy, gdy widzą jak larwy zmieniają swoje rozmiary. Specjaliści uspokajają. Kiedy larwa rośnie, to znak, że spełnia swoje zadanie. Aby przekształciła się w dorosłego osobnika -  muchę potrzeba 10-14 dni. Larwy używane do leczenia, nie maja na to czasu. W ranie przebywają jedynie 3-4 dni.

Nie ma też obaw o zainfekowanie rany bakteriami, choć larwy much są powszechnie postrzegane jako antyteza zdrowia i czystości, bo wylęgają się z jaj składanych przez muchy na śmieciach.  Specjaliści od larwoterapii  zapewniają, że larwy używane do leczenia ran są hodowane w sterylnych warunkach i są sterylne.

Jak mówią angielskie źródła dzięki larwoterapii udaje się wyleczyć 90 procent przypadków, wobec, których nieskuteczne są  inne metody leczenia i leki. Udaje się też zwalczyć lekooporne bakterie (na przykład gronkowiec złocisty). Larwoterapia stosowana jest z powodzeniem u diabetyków, osób uczulonych na antybiotyki, w chirurgii plastycznej i w przypadkach odleżyn.

Według źródeł angielskich, średni czas leczenia rany  przy zastosowaniu antybiotyków trwa 89 dni. Przy pomocy larw trwa to tylko 5 dni.

Za tysiąc larw muchy plujki trzeba zapłacić około 70 dolarów amerykańskich. Ale to wystarczająca ilość  larw do wyleczenia kilku pacjentów.

,

  1. #1 przez Tosia - 13-05-2009 at 09:30

    Bardzo ciekawy wpis. Znałam metodę leczenia ran przy pomocy larw, ale nie miałam okazji czytać tak dokładnego opisu co, jak i gdzie. Czekam na coś jeszcze o nietypowych metodach leczenia – właśnie o takich, które są normalnie używane w konwencjonalnej medycynie, ale nieczęsto się o nich mówi.

  2. #2 przez iza kuznik - 25-07-2009 at 22:30

    potrzebuje pomocy w niegijacej sie rany przy zakrzepowym zapaleniu zyl !!!!!!!!!!!!!1wszystkiego juz probowalismy,nic nie pomaga,pomocy ,prosze od 9 miesiecy mam owrzodzenie,rana byla czyszczona,nic nie pomaga,plastry trz nic nie daja…

  3. #3 przez Arek Korski - 20-10-2009 at 13:56

    Polecam zajrzeć na strone http://www.centrumleczeniaran.pl tam jest numer i wszystko o przychodni w Warszawie gdzie stawiają larwy.

(will not be published)
  1. No trackbacks yet.