Polskiego touru. Touru, z którego możemy być naprawdę dumni. Wyścig Czesława Langa cieszy się dużą renomą wśród zawodników, organizatorów protourowych imprez i kibiców kolarstwa. Bo właśnie do kibiców adresowany jest wyścig dookoła Polski. – Bez Was, kibiców nie byłoby tego wyścigu – przekonuje Czesław Lang.
Co roku na trasie poszczególnych etapów zbierają się miliony kolarskich kibiców. To liczba, która dla organizatorów na przykład piłkarskiej ekstraklasy jest czymś na kształt kosmosu!
Na pierwszym etapie ze startem i metą na Placu Trzech Krzyży w Warszawie tłumnie zgromadzili się miłośnicy kolarstwa. Byli też pabianiczanie. Sam wybrałem się na pierwszy etap. Nie żałuję. Wreszcie oglądaliśmy prawdziwe ściganie, a nie nudną, drużynową czasówkę „o pietruszkę”. Dość niespodziewanie wygrał Słowak Borut Bozic z Vacansoleil. Drugi na metę wpadł Andre Greipel z Columbii. Biedny Andre. W wielkich tourach musi pracować na Marka Cavendisha a kiedy jest liderem nie potrafi wygrać. Na dodatek na czwartym etapie do Rzeszowa zbyt mocno pracował łokciami i w efekcie został przesunięty na ostatnią pozycję. Stracił też koszulkę lidera. Trudno. Taki sport…
Polacy? Pokazują się, tylko nie na mecie. Zupełnie niewidoczny na płaskich etapach był Tomasz Smoleń. To on miał być naszą tajną bronią na finiszach. Niestety nie załapał się do dziesiątki na żadnym z etapów. Nieporozumieniem jest natomiast brak w składzie reprezentacji Krzysztofa Jeżowskiego. Nie piszę tak dlatego, że to pabianiczanin, lecz dlatego, że tylko on prezentuje wprawną nogę. Niestety dla selekcjonera reprezentacji Polski ważniejsze od wyniku sportowego jest bezgraniczne podporządkowanie młodych kolarzy Polski BGŻ.
Rośnie ranga wyścigu. Tour de Pologne, organizacją goni najlepsze tego typu imprezy na świecie z Tour de France na czele. Co roku wyścig Czesława Langa jest coraz lepiej oceniany przez Światową Organizację Kolarską (UCI) za organizację. Polski tour już dawno zostawił w tyle hiszpańskiego giganta – Vuelta a Espana. Jednak zawsze jest jakieś „ale”. Do Polski co roku zjeżdżają najlepsze ekipy kolarskie na świecie. Co z tego, jeśli przysyłają tutaj swoje drugie składy? Na palcach jednej dłoni można zliczyć gwiazdy, które rzeczywiście liczą się w światowym peletonie. W tym roku przyjechał mistrz świata z Varese – Alessandro Ballan. Przybył Ivan Basso, który ma pomagać Sylwestrowi Szmydowi w walce o końcowy triumf w polskiej etapówce. I właściwie na tym gwiazdozbiór się kończy. W naszym narodowym wyścigu ścigają się młodzi zawodnicy, mający szansę zostać w przyszłości gwiazdami. Niestety nie przyjeżdżają ci, którzy dali poznać się światu dzięki choćby „Wielkiej Pętli”.
Tym razem miało być optymistycznie. Niestety znów się nie udało. Trudno. Nikt nie chwali deszczowej pogody tylko dlatego, że następnego dnia może wyjść słońce. Może…;)
#1 przez krystian - 27-08-2009 at 19:47
Drogi Ottavio, jak zwykle z dużą przyjemnością przeczytałem Twój tekst. Tym razem jednak muszę sprostować drobne przeoczenie- Borut Bozic jest Słoweńcem;))))
pozdrawiam K
#2 przez ottavio - 29-08-2009 at 21:00
Przepraszam za błąd. Masz racje “K”. Oczywiście Borut Bozic jest Słoweńcem:)